SKLEP MAXTV

LATEST NAJNOWSZE

POLECAM

FOLLOW MAX KOLONKO

DISCOVER AMERICA


THANKU.com

Z Maxem Kolonko rozmawia WP.pl

By Max Kolonko | June 4, 2009

Doradca Obamy jest kolegą Gierka? 2009-01-21 (17:10)
– Ludzie tracą oszczędności życia i spoglądają na Obamę, jak na magika, który wyciągnie królika z kapelusza. Jak na razie nie widzę możliwości, aby Obama mógł tego królika wypuścić – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską, prosto z Nowego Jorku, Mariusz Max Kolonko.

Wirtualna Polska: Czy administracja Obamy poradzi sobie z kryzysem finansowym będącym spuścizną poprzednika Georga W. Busha?

– Po zaprzysiężeniu Obamy, giełda poleciała o 300 punktów w dół. To był najgorszy dzień inauguracyjny giełdy w historii. Tu nie ma już kryzysu, tu jest rzeź. Na giełdzie nie ma inwestorów, sami spekulanci. Ludzie tracą oszczędności życia i spoglądają na Obamę, jak na magika, który wyciągnie królika z kapelusza. Jak na razie nie widzę możliwości, aby Obama mógł tego królika wypuścić. Pierwszą reakcją na kryzys było wydanie 350 mld i nic się nie stało. Miały być to pieniądze na wykup upadającego rynku nieruchomości ale Paulson (były Sekretarz Skarbu) zorientował się, że problem nie tkwi w karoserii samochodu ale w silniku, czyli w sektorze finansowym. Te pieniądze dostały więc banki bez żadnej dyspozycji, co mają z tymi środkami robić. Jeżeli ktoś da Pani 100 dolarów, to kupi pani za nie nową sukienkę, czy zasieje zboże, żeby za rok zebrać plon? Banki kupiły sobie sukienki czyli wykupują się nawzajem.

Miedzy 4 listopada, kiedy Obama został wybrany na prezydenta, a 20 stycznia, kiedy został zaprzysiężony, akcje Bank of America spadły z 24 do 5 dolarów. Podobnie działo się z akcjami innych banków. Jeśli była to inwestycja rządu, to była to inwestycja, która już przyniosła kolosalne straty. Każdy dyrektor funduszu, który tak zarządzałby wkładami, już dawno straciłby pracę. Co z tego, że stajemy się współwłaścicielami banku, skoro ten przez złe zarządzanie nie jest wart ceny kupna? Ale o kupnie decydują politycy. Czy polityk jest dobrym inwestorem? Czy się na tym zna? Polityk ma stwarzać klimat do inwestycji, a nie inwestować. To jest gospodarka sterowana, jak w socjalizmie, kiedy za sznurki pociągali urzędnicy na ciepłych, rządowych posadach. Niepokoi mnie to przesuniecie środka ciężkości rynku kapitałowego z Wall Street w Nowym Yorku, do Waszyngtonu.

Czy plan Obamy, wiążący się z wpompowaniem w amerykańską gospodarkę rekordowej sumy – ponad 800 mld dolarów ma szanse się powieść?

– Plan Obamy jest tylko w malej części nastawiony na poprawę kondycji samych sektorów gospodarki. 1/3 tych pieniędzy idzie do ludzi jako rządowa zapomoga, niezależnie, czy płacą podatki, czy nie. Czyje są to pieniądze? Moje i sąsiada. Aledlaczego mamy pracować, a potem płacić facetowi, który cały dzień siedzi przed domem i gra w domino? Doradcy Obamy mówią że ci ludzie pójdą z tymi czekami do sklepów i pobudzą gospodarkę. To jest raptem tylko 500 dolarów dla singli i 1000 dolarów dla rodzin. Kto dostanie te pieniądze? Jeśli kupią zabawki dla dziecka, pieniądze trafią do Chin, bo stamtąd pochodzi 80 % zabawek, które trafiają na amerykański rynek. Plan Obamy przewiduje 20 mld na kupony żywnościowe dla ludności. Dostaniemy kartki na cukier? Kupon na wędliny? Czy doradca Obamy jest kolegą Gierka? W dniu inauguracji otrzymaliśmy informację: „według Biura Budżetu Kongresu, znaczna część pieniędzy z planu Obamy zacznie przynosić efekty dopiero za kilka lat”. To wydawało się logiczne, bo chodzi o budowę autostrad, mostów czy tanich mieszkań, ale to wiadomość, która negatywnie wpłynęła na giełdę i inwestorów. Prezydent chce tą drogą stworzyć 2,5 mln miejsc pracy, które obiecał w wyborach. Chwała mu za to, co jednak z kryzysem mieszkań, który się pogłębia? Co z podatkami? Amerykańskie korporacje płacą 39.3% podatku CIT. To, po Japonii, najwięcej w cywilizowanym świecie. Kiedy Obama podda się i ogłosi obcięcie podatków dla firm, to będzie znak, że wolnorynkowe myślenie wzięło wreszcie górę nad ideologia redystrybucji bogactwa, o którym tyle mówił w czasie kampanii wyborczej.

W jakim czasie Amerykanie mogą odczuć realną poprawę sytuacji?

– Dwa miesiące temu ekonomiści z Uniwersytetu Michigan mówili o połowie 2009 roku. Teraz mówi się o końcu roku. Kiedy obserwuję sposób, w jaki w Polsce komentuje się doniesienia o kryzysie, mam wrażenie, jakby chodziło o przejściowy kryzys.Zarówno w Polsce, jak i Ameryce media lukrują ten kryzys jak mogą, aby nie niepokoić narodu . To jest trochę tak, jakby pacjent miał poważną chorobę, a my byśmy mu wmawiali, że jeśli wypije trochę ziółek i będzie długo spał, jutro będzie jak nowy. Tymczasem pacjent potrzebuje operacji i to szybko. Odnoszę wrażenie, że politycy nie zdają sobie w pełni sprawy z powagi i skali tego kryzysu. Ale w końcu w amerykańskim senacie siedzą sami milionerzy.

W jaki sposób Obama będzie się starał wyciszyć konflikty międzynarodowe, których stroną są USA? Na ile uda się podreperować relacje z Irakiem czy Afganistanem?

– Do tej pory sądziłem, że Obama będzie zwolennikiem izolacjonizmu, nauczony przykładem Busha, który Irakiem wykopał sobie polityczny grób. Ale zaskoczył mnie, bo otworzył się na Afganistan. Chce tam posłać 20 tys. żołnierzy, którzy dołącza do 34 tys. obecnie tam stacjonujących. Bush miał powód wejścia do Iraku, jako prezydent kraju zaatakowanego w 2001 roku. Obama tego powodu nie ma. Dlatego nie widzę w tym logiki politycznej poza próba kontynuacji linii swego poprzednika. Ale Afganistan to nie Irak, tam nie można stworzyć demokracji, bo nie ma tam żadnej tradycji budowy jakiejkolwiek państwowości. To kraj, który ma wojnę we krwi, bo leży na osi Eurazji przez którą od stuleci przetaczały się armie. Polecam wstrząsająca opowieść członka amerykańskich sił specjalnych Marcusa Luttrella, który w 2005 r. stoczył walkę na śmierć i życie z talibami, czy książkę Rashida „Taliban”. Jeśli wojna w Iraku miała być wojną o ropę, a wojna w Afganistanie będzie wojną o heroinę, bo stamtąd pochodzi 2/3 dostarczanego światu opium, to czy warto się bić? Pewnie każdy amerykański prezydent musi mieć jakąś swoją wojnę.

Czy Obama będzie angażował się w kontynuację działań związanych z rozmieszczeniem tarczy antyrakietowej w naszym regionie, czy raczej zwolni? Czy będzie się obawiał reakcji Rosji, której nie podobają się plany związane z tarczą?

– Obama nie chce zadzierać z Pentagonem, a dla nich tarcza jest jak zabawka pod choinkę. Poza tym jest i tak wystarczajaco duzo spięcia miedzy Pentagonem a Departamentem Stanu, gdzie rządzić się będzie Hillary Clinton i za Obamy nie bedzie tu lepiej. Druga sprawa to Rosjanie, ktorych Obama nie chce drażnić w sytuacji, kiedy Ameryka jest osłabiona wojną i recesją Więc pewnie dlatego Obama powiedział Kaczyńskiemu, że program musi działać, żeby było o czym rozmawiac. A miesiąc później poszło prawie 400 mln do Boeinga na dalszy rozwój. Nic dziwnego ze Rosjanie się wściekli i dzień po wyborach Obamy zapowiedzieli ustawienie rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim i teraz paradują swoimi krążownikami kilkadziesiąt mil od Miami. W calej tej sprawie jakoś nikt nie może się zająknać, że gra toczy się o radar w Czechach, którym Amerykanie mogą podsłuchiwać rozmowy komórkowe rosyjskich binzesmenów. Szpiegostwo ekonomiczne jest dziś znacznie ważniejsze od politycznego , bo tą drogą, znajac plany operacji finansowych w Europie czy Rosji, można robić kolosalne pieniadze. Rosjanie to wiedza, dostają wysypki i slusznie. Irańczycy nie maja nawet rakiet, żeby nas sięgnąć, a jeśli dalej będą tworzyć problem nuklearny, sprawę załatwią za Amerykanów bombowce Izraela. Izrael od roku stara sie u Amerykanów o zgodę na przelot nad Irakiem, zeby rąbnać w nuklearne reaktory w Natanz. Bush w marcu powiedział: „nie”. Obama też powie: „nie”. Bo jak powie: „tak” to poza wieloma innymi komplikacjami i faktem, ze bawimy sie zapalkami na osi Eurazji, kwestia tarczy rakietowej przestanie istniec, bo po co nam tarcza, skoro Iran nie stanowi zagrożenia?

Czy Polacy mogą się spodziewać jakiegoś gestu ze strony nowego prezydenta? Czy możemy liczyć na zniesienie wiz, a jeśli tak, to kiedy?

– Odpowiem w ten sposób: Przy 55 ulicy na nowojorskim Manhattanie jest taki klub, który nie ma nawet tablicy na drzwiach, a do którego chcą należeć wszyscy, bo bawi się tam elita. Pewna znajoma zapytała mnie kiedyś, jak Pani o wizy: jak można dostać się tam dostać i kiedy? Odpowiedziałem : Wpisowe kosztuje 50 tys. plus 15 tys. miesięcznie za członkostwo. Chyba że jesteś kimś, wtedy zaproszą cię za darmo. Tak samo jest z naszymi wizami. Zamiast pukać w te drzwi, zajmijmy prostowaniem dróg w Polsce, daniu ludziom pracy i podniesieniu standardu życia. Wtedy wizy do Stanów nie będą nam do niczego potrzebne, a Amerykanie będą przyjeżdżać na saksy do nas. Oczywiście, jeśli dostaną wizę.

Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

ZOBACZ  NA WP.pl

Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta, dziennikarz i politolog. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC i Instytytu Goethego w Waszyngtonie, jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4 i TVP1 .

Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: KRYZYS GOSPODARCZY USA, POLITYKA ZAGRANICZNA USA, ROZMOWY Z MAXEM | Comments Off on Z Maxem Kolonko rozmawia WP.pl

Kłopoty z „Panami Talibami”

By Max Kolonko | May 26, 2009

Ktoś w Białym Domu chyba zrozumiał, że jeśli którykolwiek z więźniów Guantanamo wypuszczonych na wolność popełni jakiś akt terroru, będzie to koniec prezydenta Obamy

NIECH POLSKA PRZYJMIE WIEZNIOW Z GITMO

„W ciągu roku więzienie w Guantanamo będzie zamknięte” – powiedział Barack Obama w Europie i dostał stojąca owację.  Tylko 4 miesiące później Obama od tej decyzji odstąpił. Europejskie, a także i polskie media, które z takim entuzjazmem unosiły się nad losem torturowanych (jak się powszechnie podaje) w Gitmo więźniów, starają się teraz, jak mogą, tę informację przemilczeć albo podają ją z rozczarowująco-niedwierzającym, a co za tym idzie, podającym w watpliwość, znakiem zapytania: więzienie Guantanamo będzie zamknięte?

Tu nie ma znaków zapytania. Zapowiadane przez Obamę na styczeń 2010 zamknięcie Gitmo, nie nastąpi. Nie chodzi wcale o umywanie rąk przez europejskich sojuszników Ameryki w kwestii przyjęcia więźniów

Kiedy Obama w styczniu podlizywał się Europie, kongresmeni w Ameryce drapali się po głowach. Oto w 2001 roku Bush zbudował Gitmo w stanie wojny prezydencką, unilateralną decyzją, bazując na opinii prawnej swych doradców z której wynikało, że wzniesione w amerykańskiej bazie  na Kubie więzienie, nie podlega jurysdykcji rodzimego sądownictwa.

Jednak w 2006 roku Sąd Najwyższy USA tę opinię odrzucił. Uznał, że obejmuje ich część zapisu z Konwencji Genewskiej o jeńcach wojennych. Stworzyło to możliwość uwolnienia podejrzanych i zaproszenia terrorsytów z kubańskich zaświatów, do ogródka Pana Smitha w New Jersey. Zarówno demokraci i republikanie, czujący na plecach oddech zbliżajacych się za rok wyborów, nie chcieli mieć rozwścieczonych Smithów w swoim elektoracie wyborczym i nie podpisali prezydentowi pieniędzy ($80 mln) na zamknięcie wiezienia. Krótko mówiąc Ameryka ich nie chce.

Wygląda też na to, ze ktoś w Białym Domu zrozumiał, że jeśli którykolwiek z więźniow Gitmo, wypuszczonych na wolność przez Obamę, popełni akt terroru, który uderzy w Amerykę, będzie to koniec Prezydenta Obamy.

Prawdopodobieństwo jest duże. Nawet liberalny New York Times, który w przeszłosci zamieścił ponad 50 materiałów krytykujacych Amerykę Busha za Abu Ghraib podaje, że z 534 więźniów zwolnionych z więzienia Gitmo, co siódmy znalazł się ponownie na wojnie.

Przegladając polskie dzienniki wydaje mi się jednak, że moim kolegom trudno jest w powyższy mechanizm uwierzyć. Mieszkając ponad 20 lat w Ameryce mam wrażenie, że ci, co piszą w kraju o Ameryce albo tu nie byli, albo nie wiedzą co piszą, albo celowo deziforumują opinię publiczną w Polsce o faktach.

Guantanamo- Baza Tortur?

Np. jeden z portali internetowych dużego programu informacyjnego ma na ten temat całą rubrykę pt. Guantanamo – Baza Tortur. Baza tortur?

Ja byłem w Gitmo. ( zobacz relacje) Było tam wtedy ponad 300 więźniów wyjętych z pól walki, jak Afganistan długi i szeroki, i zamkniętych w Camp X Ray. Mieli Koran, koc, mydło i ręcznik. Przysłany specjalnie z Maryland, amerykański imam, wzywał ich kilka razy dziennie na modlitwę. Przesłuchiwani byli także w nocy, podobno stale podając inne dane osobowe. Strzegące ich amerykańskie kobiety w mundurach były opluwane i atakowane przez plot spermą. W telewizyjnej relacji mówiłem wtedy i powtórze dzisiaj, że nie miałem najmniejszych wątpliwości, iż to, że patrzyłem na nich zywy, było zasługą potrójnego płotu i wartowników uzbrojonych w M14.

Guantanamo to piękne miejsce. W porównianiu z więznieniem Supermax w Colorado, gdzie ew. mogliby teraz trafić, czysty piknik. W Gitmo więzniowie mają czas, by się spotkać, chodzić, biegać, grać w piłkę. W Supermaxie, gdzie siedzi terrorysta Ted Kaczynsky (Unabomber) widziałem więzniów zamkniętych w celi 23 z 24 godzin, jakie ma dzień. Twój spacer to dwa kroki do ściany i dwa kroki z powrotem. Have a nice day.

Pan Talib

W innym polskim informacyjnym portalu internetowym zobaczyłem rozmowę z byłym więźniem Guanatanamo, który powiedział m.in., że jego związek z wojną jest taki, że przyszedł do niego „Pan Talib” z kałasznikowem i pokazał, jak ma strzelać. Pan Talib?

Czy to jest ten sam Pan Talib, który rozstrzeliwał kobiety na afgańskich stadionach i pozwalał policji bić je bezkarnie pałą? A może to ten Pan Talib, który odcinał ręce mężczyznom za kradzież miski zupy? Albo Pan Talib, który zabronił ludziom w Afganistanie tańczyć na weselach, a dzieciom puszczać latawce i który strzelał z armat do zabytkowych posągów buddy Bamjńskiego, niszcząc je dla świata bezpowrotnie? Czy dziennikarz w tym wywiadzie spał i przekazywał nam tylko to, co chciał przekazać?

W amerykańskich mediach często nie jest lepiej. Przynajmniej pięciu moich kolegów dziennikarzy przywiązało się do deski, polewając się wodą w symulacji tortury topienia (waterboarding), by udowodnić brutalność amerykańskich tortur. Jakoś nie widzę, by moi afgańscy koledzy dziennikarze, dla udowodnienia swoich tez, kwapili się do obcinania sobie głów.

W Polsce zbawienie.

Jeśli rzeczywiście tak bardzo jesteśmy przejęci tym, co złego zrobili więźniom w Gitmo Amerykanie…przyjmijmy tych wiezniów. Wybawmy ich,  my, Polacy. Niech zamieszkają gdzieś pod Warszawą, zbudują sobie meczet i strzelnicę. Lepiej: zaproponujmy Obamie, by nam ich sprzedał. 240 więźniów z którymi świat nie wie co zrobić…Przyjmują ich Polacy! Jaki gest! Cena? 5 milionów dolarów za głowę. Myślicie, że Obama nie  da? Dał na usuwanie tatuaży z więźniów w Californi i rozbudowę parków rozrywki na Florydzie. Kupił nam bankrutujące banki i upadające koncerny samochodowe. Dlaczego więc nie miałby dać na cel polityczny, jakim są więźniowie afgańskiej wojny?

Obama da. 240 razy 5. Kongres amerykański też da: $80 milionów, o które prosił Obama, by zamknąć Gitmo i pozbyć sie kłopotu. No, to już jest niezły pieniądz. Przekażmy go naszym emerytom i uczelniom kształcącym dziennikarzy.

A więźniów, Panów Talibów i innych niewinnych z Gitmo, jak tylko wylądują na lotnisku, zapakujmy tego samego dnia na samolot rejsowy  który zawiezie ich tam, skąd przybyli. Deal? Or no Deal?

Mariusz Max Kolonko,  Nowy York

www.maxkolonko.com


Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta, dziennikarz i politolog. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC i Instytytu Goethego w Waszyngtonie, jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4 i TVP1 .

Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: KOLONKO W RZECZPOSPOLITEJ, KULTURA, MEDIA, POLSKI SYNDROM | Comments Off on Kłopoty z „Panami Talibami”

POLSKIE EMOCJE i AMERYKAńSKI PRAGMATYZM

By Max Kolonko | April 8, 2009

POLSKIE EMOCJE i AMERYKAńSKI PRAGMATYZM

Osłabiona kryzysem Ameryka robi to, co i Polska mogłaby robić: gra przetargowo kartą tarczy z Rosją załatwiając swoje. My, Polacy, jedynie podstawiliśmy tu stolik do gry.

Jest jakąś naszą narodową tradycją, że spora część naszych zamierzeń politycznych kończy się awanturą zaangażowanych w przedsięwzięcie stron. Z amerykańskiego punktu widzenia, zwłaszcza w polityce, jest to zachowanie nieprzydatne, a więc w amerykańskim działaniu politycznym zarzucane. Amerykański pragmatyzm przynosi korzyści i jest efektywnym instrumentem kształtowania polityki zagranicznej USA, widoczonym choćby w podejściu Ameryki do dwóch kwestii: NATO i koncepcji budowy tarczy antyrakietowej czyli tam, gdzie w Polsce dominują emocje.

Amerykański pragmatyzm

Dla Ameryki NATO jest organizacją passe, której pierwotna rola padła w momencie w którym padł berliński mur. W nowej sytuacji Ameryka widzi w NATO wehikuł do kontynuowania ekspansji swojej strefy wpływów na wschód od Wisły i osaczaniu byłego zimnowojennego konkurenta, Rosji.  Widoczne jest to w parciu Ameryki na przyjmowanie nowych członków NATO, zacieśniające pętlę wokół Rosji: Ukrainy, i Gruzji.

Czy ktoś realnie myśli, że Ameryka związana artykułem V, natowskiej konstytucji, będzie bić się o Krym? Co się stanie jeśli wschodnia, prorosyjska Ukraina postanowi przyłączyć się do Rosji? Czy Kennedy sięgnął po atomowe przyciski w konflikcie kubańskim 62 roku? Czy w 1968 stratofortece B52 startowały z Californii, bo czołgi sowieckie wjechały do Pragi? Czy w 81 Reagan odbezpieczał rakiety Minuteman w Wyoming, kiedy Sowieci miażdżyli polskimi czołgami Solidarność w Gdańsku?

Ameryka nigdy nie sięgała po opcję zerową z nuklearnym mocarstwem, bo opcja ta zawiera klauzulę współzniszczenia. Ameryka nie biła się beznadziejnie o wolność i nie będzie ryzykować nuklearnej wymiany za wolność zbiorowego układu państw o ziemie, które dzieli od Ameryki ocean.

Na tej samej, pragmatycznej zasadzie, Ameryka nigdy nie zrezygnuje z koncepcji budowy tarczy antyrakietowej, bo jest ona istotnym elementem utrzymania przez nią światowej hegemonii, jako supermocarstwa.

Tarcza nie powstała wczoraj, niemal każdy amerykański prezydent kontynuował jakąś jej wersję. Jej historia sięga pierwszych systemów obrony rakietowej Nike, koncepcji Gwiezdnych (laserowych) Wojen Reagana, zmodyfikowanej prze Busha do definicji obronnej tarczy, strzegącej Ameryki przed szaleńcami wyposażonymi w nuki. Jest to wyraźna linia strategiczna, której istnienie usprawiedliwia choćby trójczłonowa rakieta Korei Północnej odpalona w miniony weekend, która może sięgnąć terytorium Alaski i wysp hawajskich. Zgoda Czech i Polski na rozmieszczenie komponentów tego systemu pod nosem Rosjan jest historycznym sukcesem Ameryki wynikającym w pragmatyki uprawianej przez ten kraj polityki.

Polskie emocje

Polska prowadzi emocjonalną politykę zagraniczną od lat. Widoczne jest to choćby w kwestii wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i podpisaniu porozumienia Sikorski-Rice w sprawie umieszczenia komponentów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce.

Polska, żyjąc przez lat kilkadziesiąt pod sowieckim butem, mentalnie nigdy Europy nie opuściła. Zawsze czuliśmy się Europejczykami, a kiedy nadarzyła sie polityczna sposobność wstąpienia do Unii, Polska i naród powiedziały: tak. Dopiero teraz Jan Kowalski z niepokojem zauważa, że 70% nowych praw które regulują jego codzienne życie, preparowanych jest przez biurokratów w Brukseli i coraz częściej emocje prounijne zastępuje zimna, pragmatyczna refleksja, czy była to decyzja słuszna.

Podpisanie paktu Sikorski-Rice to kolosalny sukces Ameryki ale czy jest to rzeczywiście sukces Polski? Podpisując umowę związaliśmy się strategicznie z partnerem, który dobrze uprawia politykę, a ta przecież polega na realizacji celów i w tym przypadku są to cele stricte amerykańskie.

Dla Ameryki najbardziej istotnym komponentem tarczy rakietowej, która ma powstać w Europie, jest radar w Czechach, zdolny podsłuchiwać rozmowy telefoniii komórkowej rosyjskiego B to B (business to business) a dziś, zwłaszcza w dobie światowego kryzysu gospodarczego, szpiegostwo ekonomiczne jest znacznie ważniejsze od politycznego.

W Rosji zawrzało i słusznie. Kiedy w listopadowy wtorek Obama wygrał wybory prezydenckie w USA, w środę Miedwiediew zapowiedział umieszczenie rakiet Iskander w Obwodzie Kalningradzkim i systemu radarowego zagłuszającego radar w Czechach. Dwa tygodnie póżniej Miedwiediew paradował okręty rosyjskiej marynarki wojennej kilkadziesiąt mil od Miami. Ameryka dostała dzięki Polsce kij do ręki, ale wcale nie zamierza nim wywijać, odwrotnie, Obama pokazuje dziś Rosji marchewkę: mamy tarczę ale nie jesteśmy pewni czy chcemy wdrażac system w życie, mówi Obama. Zatem osłabiona kryzysem Ameryka robi to, co Polska mogłaby robić: gra przetargowo kartą tarczy z Rosją załatwiając swoje. My, Polacy, jedynie podstawiliśmy tu stolik do gry.

Z amerykańskiego punktu widzenia, Polska miała niedawno niewielkie, 3. miesięczne okno politycznego manewru, który mógł nas ustawić ciągle w pozycji gracza między supermocarstwami. Chodzi o tzw. okres przejściowy, wymiany amerykańskiego prezydenta, miedzy 8 listopada 2008, a 20 stycznia 2009, kiedy Ameryka jest tradycyjnie otwarta na ciosy. Gdyby w tym czasie, w nowej sytuacji politycznej związanej z wyborem prezydenta Demokratów, Polska uznała pakt Sikorski-Rice za renegocjowalny, bylibyśmy dziś ciągle w grze. Ale oznaczałoby to konieczność otwarcia Polski na Rosję do czego, znowu, emocjonalnie i mentalnie nie jesteśmy zdolni.

Z Nowego Yorku – Mariusz Max Kolonko

www.maxkolonko.com

Max Kolonko w TVP2 2008photo:Błażej Sedzielski / ONS
Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta i dziennikarz. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4 i TVP1 Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: KOLONKO W RZECZPOSPOLITEJ, PODSŁUCHY, POLITYKA ZAGRANICZNA USA, POLSKI SYNDROM, TARCZA RAKIETOWA | Comments Off on POLSKIE EMOCJE i AMERYKAńSKI PRAGMATYZM

Geje i Sw. Mikołaj

By Max Kolonko | December 8, 2008

GEJE i śWIęTY MIKOŁAJ

Z Nowego Yorku – Mariusz Max Kolonko

Dobrze zorganizowana mniejszość może narzucić swą wolę biernej większości.

W zachwycie liberalnej prasy europejskiej nad wyborem czarnego prezydenta USA mało kto zauważył, że ta sama Ameryka, która z takim heep heep hooray wybrała Murzyna na swego  prezydenta, tego samego dnia przegłosowała w referendach poprawki konstytucyjne zakazujące małżeństw homoseksualnych (California i Floryda), odrzuciła koncepcję nieformalnych związków cywilnych (Arizona)i powiedziała „nie” dla adpocji przez pary tej samej płci (Arkansas).

Innymi słowy, Ameryka powiedziała „tak” dla liberalizmu ekonomicznego, ale „nie” dla radykalizmu społecznego. Dla gejów i lesbijek jest to porażka dotkliwa, bo miażdżąca. Na Florydzie poprawka konstytucyjna (Amendment 2), zakazująca związków homoseksulanych formalnych i nieformalnych przeszła aż 62 do 38. W Californi za „Proposition 8″ (poprawką konstytucyjną zabraniająca małżeństw homoseksulanych) było ponad 52% woborcow.

Tak więc po 4 listopada 2008 Ameryka umocniła swe konserwatywne okopy.  Dziś w całym kraju, z wyjątkiem Massachusettess i Connecticut, nie zezwala sie na małżeństwa homosekusalne, mała zaś garstka stanów zezwala jeszcze na nieformalne związki. O porażce gejów zadecydowały te same mniejszości, które miały liberałom dać władzę totalną. W Californi „nie” powiedziało homoseksulistom 70%  Murzynów i ponad 60 procent Latynosów.

Liberałowie ruszyli do ataku. W Salt Lake City, ok. 2000 manifestantów oblegało świątynie Mormonów. W Michigan kilka lesbijek przerwało nabożeństwo krzycząc „It’s okay to be gay” i rozrzucając po kościele ulotki. Reszta grupy, na zewnątrz, zagłuszała nabożeństwo bijąc w bębny i skandując „Jesus był gejem”. W Los Angeles geje i lesbijki wyszli na ulice. W San Francisco podeptali krzyż. Z pomocą przyszły liberalne media ( m.in. Atlanta Journal and Constitution) zaprzyjaźniony internet (Daily Kos) powołując się na ruch praw człowieka lat 60 w XXI wiecznym wydaniu.

Europa, która zazdrości Ameryce stylu zycia, przestrzeni, niezależności od układów zbiorowych, potęgi kulturowej i ekonomicznej, chce widzieć europeizacje Ameryki, upadek jej narodowej tożsamości i kultury, dzielnie pociąga za yo-yo emocji.  Europejskie agencje (np. AFP) piszą o „dziesiątkach tysięcy aktywistów” maszerujących przez Amerykę „od Los Angeles po Nowy York”.

Dobre to dla Francuzów. W 310. milionowej Ameryce jest ok. 8.8 mln gejów (mniej niż 4% społeczeństwa między 18-45 lat). W ponad 10 milionowej metropolii nowojorskiej jest ich ok. pół miliona. Kilkutysięczne, w najlepszym razie, manifestacje w Los Angeles, pomnażały oczy wyobraźni dziennikarzy liberalnej prasy.

Ale w pewnych warunkach, dobrze zorganizowana mniejszość, jest w stanie narzucić swą wolę biernej większości.

Na Kapitolu, w stanie Washington, Fundacja Wolność Od Religii (http://www.frf.org/) o  mniej niż 13 tys. członków, obok szopki dla uczenia tradycji świąt Bożego Narodzenia obchodzonej przez 80 milionów wiernych, uzyskuje pozwolenie na transparent: „Nie ma bogów, diabłów, aniołów ani nieba ani piekła. Jest tylko nasz naturalny świat. Religia jest mitem i przesądem, który utwardza serca i zniewala umysły.” W San Francisco ateista, Michael Newdow, domaga się usunięcia inskrypcji In God We Trust (Bogu Zawierzamy) z amerykańskich monet, oraz, powołując się na separację religii i szkolnictwa, słowa „Bóg” w ślubowaniu na flagę (Pledge of Allegiance), które amerykańskie dzieci codziennie recytują w szkole. W Californii 18 tys. lesbijek i gejów potrafiło dotąd z sukcesem próbować narzucić swą wolę 37 milionom obywateli tego najbardziej zaludnionego stanu w Ameryce, uzyskując decyzję stanowego Sądu Najwyższego z 15 maja 2008 o niekonsytytucyjności zakazu dostępu gejów i lesbijek do instytucji małżeństwa.

Czy taki kulturowy przewał byłby możliwy w Polsce? Czy 38 milionów Polaków, może wodzić za nos kilkutysięczna armia „closet queens”? Czy bajki dla dzieci o Jasiu i Malgosi mogą zastapić przygody Zuzanny, która ma dwie mamusie?

Tak. Narzędziami gwałtu na społeczeństwie potrzebnymi do dokonania tego aktu kulturowej przemocy są media i stereotypy.

STEREOTYPY – aprobata dla praw homoseksualistów „jest cool”. Wolność obyczajowa jest „In”, konserwatyzm jest “Out”. Z kościoła się szydzi i wyśmiewa, wiarę uważa się za zabobon. Człowiek religijny to „moherowy beret”, niewierzący to „obywatel świata”. świętego Mikołaja zastępuje Gwiazdor. Boże Narodzenie, komunistyczna Gwiazdka. Wolny seks jest „spoko”, miłość jest „passe”. Jesteśmy hip i jesteśmy hop. Jesteśmy Europejczykami – powiedziała mi niedawno znajoma z Polski, z duma eksponując na ramieniu, plaster antykoncepcyjny wielkości biletu na bejsbolowy mecz.

MEDIA – „Tam, Gdzie Orgie Są Dozwolone”, „Seks z Nieznajomym”, „Kochać żonatego To Nie Grzech”, to tylko niedzielne nagłówki jednego z  polskich portali. Para gejów to „Najpiękniejsi” Gali. Aktorka na scenie „Jak Oni śpiewają” odrabia brak satysfakcji życiowej (I can’t Get No- Satisfaction), występem w stroju zakonnicy obrażającym Kościół i jeden z jego symboli. Z ekranu Tańca na Lodzie padają dialogi z którymi nie może sobie poradzić Komisja Etyki TVP i rodzice, których dzieci pytają, jak można „ciągnąć fleta”?

Obrońcy homoseksualistów nie mogą powołać się na ruch praw człowieka lat 60 w XXI wiecznym wydaniu. Dzieci Kwiaty taplające się nago w błotach Woodstock, cytowały równość praw Jeffersona, Biblię i zawarty w niej zespół praw naturalnych, przyrodzonych każdemu. De facto Jefferson, w 1779 jako gubernator Virginii, domagał się karania sodomii na równi z gwałtem. Martin Luther King pisał: „Sprawiedliwe prawo jest w zgodzie z prawem moralnym albo prawem danym od Boga.” O Boga i otrzymany od Boga zespół praw, opiera się cała Konstytucja USA. Zawiera przekonanie, że nasze wysiłki w stworzeniu ładu na ziemi mają siłę sprawczą gdzieś wyżej, w regulach chrześcijańskiego porządku, który uszlachetnia nas, ludzi tu, na ziemskim padole. Idei tych nie uświetniały maksymy Lenina, Newdowa czy Gomułki. Idee te kształtowały słowa św. Piotra, św. Marka czy św. Mateusza.

Tego atutu homoseksualitom brak. Pozostaje im więc nieustanne nękanie narodu zarzutami o homofobie, rasizm, seksizm, ciemnogród i zabobon.

Największa nastoletnia gwiazda Ameryki, Miley Cyrus, nie wierzy w seks przedmałżeński. Ikona Hollywoodu, Mel Gibson, modli się kilka razy dziennie. Amerykański Kongres rozpoczyna obrady modlitwą. Prezydent składa przysięgę na Biblię. Na dolarach ciągle widnieje „Bóg”, któremu „zawierzamy”. W gmachach Sądów ciągle stoją tablice Dziesięciu Przykazań. Mimo to Ameryka nie jest passe. Mel Gibson to nie „moherowy beret”, Miley Cyrus nie jest „out”. Ameryka jest hip i jest hop. A amerykański święty Mikołaj ciągle wjeżdża do domów przez komin.

Mariusz Max Kolonko  – Nowy York

http://www.maxkolonko.com/


Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta, dziennikarz i politolog. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC i Instytytu Goethego w Waszyngtonie, jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4 i TVP1 .

Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: KULTURA, POLSKI SYNDROM | Comments Off on Geje i Sw. Mikołaj

Clintobamamania

By Max Kolonko | November 25, 2008

CLINTOBAMAMANIA

Z Nowego Yorku – Mariusz Max Kolonko

(copyright free)

Od czasu wyboru Baracka Husseina Obamy na 44. prezydenta USA,  Dow Jones stracił niemal 20% wartości. Silnik amerykańskiej gospodarki, Wielka Samochodowa Trójka z Detroit, gigant, zatrudniający łącznie 3 miliony ludzi i zasilający budżet o 25. mld. zysków podatkowych, po pierwszej przegranej potyczce na Kapitolu, staje przed wizją bankructwa. Dlaczego wybór Obamy na Prezydenta nie powstrzymał atmosfery niepewności wokół gospodarki USA? Dlaczego popularyzowanego w mediach entuzjazmu Main Street nie podziela Wall Street?

OCZEKIWANIA

Newsweek na okładce, porównuje Obamę do Lincolna naszych czasów. Magazyn Time nakłada Obamie na głowę melonik Roosevelta. Obama wygrał wybory w atmosferze topniejących kont oszczędnościowych wyborców. Dobra strategia wyborcza Obamy, oparta na haśle „zmiana” i populizmie wyborczych soundbitów, zgrabnie montowanych potem w redakcjach proliberalnych amerykańskich mediów, zapewniła mu Biały Dom. Robin Hood z Chicago miał zabrać bogatym i dać biednym, odciąć się od establishmentu Waszyngtonu i tchnąć w  Amerykanów wiarę w lepsze jutro. Ogarnięta kryzysem, znużona wojną Ameryka, wybrała nowego prezydenta emocjami, przy widocznej w ankietach nieznajomości amerykańskiego systemu politycznego przez dumnych jej mieszkańców. W ankiecie Zogby 57.4% wyborców głosujących na Obamę nie wiedziało, która partia kontroluje Kongres, zaś film Johna Zieglera ukazujący niedoinformowanie wyborców Obamy bije dziś rekordy popularności na Youtube. (http://www.howobamagotelected.com)

RZECZYWISTOść

W pierwszym, powyborczym wywiadzie telewizyjnym dla 60 Minut (CBS), Obama „płynie”, choć pytania Krofta są spolegliwe. Wojowniczą retorykę wyborczą spod znaku CHANGE (zmiana), zastępuje waszyngtoński small talk. Gdzie była zapowiedź czynów, jest już tylko nadzieja, gdzie była pewność – jest gdybanie. Ponad 24 miliony telewidzów przykutych do telewizorów, nie słyszy o obiecanych ulgach podatkowych, ani słowa. Z pierwszej konferencji prasowej prezydenta-elekta, spragnionym „zmiany” wyborcom, zostaje w pamięci zdanie o nowym psie dla córek.

Dwa tygodnie po wyborach, człowiek, ktory zapowiadał walkę z waszyngtońskim establishmentem okopuje się clintonistami; Hilary Clinton ma przyjąć po Swiętach Dziękczynienia (27 listopada) nominację na stanowisko Sekretarza Stanu. Holder, proponowany na Prokuratora Generalnego, był numerem 2 w Dep. Sprawiedliwości Clintona. Richardson (prawdopodobny Sekretarz Handlu), to b. Sekretarz Energii w gabinecie Clintona. Pierwsza czwórka kandadatów sugerowanych do gabinetu Obamy ma łącznie 60 lat waszyngtońskiego doświadczenia, więcej niż gabinety jakichkolwiek prezydentów we współczesnej historii (Clinton 58, Bush, 30).  Ameryka nie ma zaufania ani do Kongresu (popularność niższa od prezydenta Busha), ani do gospodarki (niski wskaźnik volume Dow Jones), ani tym bardziej do odchodzącej administracji Busha. Jak dotąd wybór Obamy nie wydaje się spełniać pokładanych przez wyborców nadziei, a otaczenie się młodego prezydenta-elekta waszygtońskim pasem bezpieczeństwa, budzi niepokój o umiejętności przywódcze Obamy, zdolność dokonywania zmian i końcowy wynik jego prezydentury.

PRZYSZłOść

Z najnowszego raportu ekonomistów Universytetu Michigan wynika, że amerykańska gospodarka jest w stadium umiarkowanie silnej recesji, która nie minie, aż do połowy 2009 roku. Kraj ma stracić kolejne 2.4 mln miejsc pracy przez następne półtora roku. Nawet, jeśli rząd Obamy wpompuje na początku 2009 pakiet finansowy stymulujacy gospodarkę, ekonomiści UM przewidują, że GDP opadnie o 1% w 2009 i 2% w 2010. Przewidywany jest dalszy spadek cen domów i sprzedaży samochodów.

Jak powiedział guru ekonomistów, bilioner Warren Buffett, ratowanie gospodarki amerykańskiej jest poza możliwościami sektora prywatnego. Innymi słowy tylko politycy, mający dostęp do zasobów skarbu państwa, mogą nas z dołka wydobyć.

Wydaje się jednak, że ani ustepujący rząd, ani – posiadający demokratyczną większość – Kongres nie wie, jak poradzić sobie z kryzysem. Sekretarz Skarbu Paulson najpierw prosi o 700 mld dolarów na wykup upadających hipotek na rynku nieruchomości, kiedy zaś te pieniądze od Kongresu dostaje, postanawia wydać je na… ratowanie samych banków. 290 mld wydane w ten sposób na ratowanie sektora finansowego nie wpuściło jednak pieniedzy na rynek. Banki użyły gotówki często na wykup…innych banków (zakup Wachovii przez Citigroup) badz bonusy i premie dla swoich CEO. Giełda przyjęła zmianę strategii Paulsona prawie 5% spadkiem. Dwa tygodnie później Demokraci w Kongresie odsyłają z kwitkiem szefów Wielkiej Samochodowej Trójki z Detroit po przesłuchaniach, na które CEO przybyli na Kapitol w prywatnych jetach, (każdy lot to $15 tys.w obie strony), by prosić o… 25 mld dolarów rządowej zapomogi.

Można krytykować ich dobre samopoczucie i podziwiać korporacyjną hucpę. Ale Wielka Trójka to jedyna duza firma w Ameryce, ciągle nosząca z dumą symbol: Made in USA.

Globalizm zabił amerykański przemysł. Ameryka nie jest w stanie konkurować z tanią siłą roboczą Poł. Korei, Chin czy Japonii. Nawet w samej Ameryce, pracownik Forda zarabiający $70 na godzinę w Detroit nie może konkurować z pracownikiem Toyoty w Alabamie, zarabiającym połowę tego. Niezyskowność Wielkiej Trójki, na którą wpływają m.in. wysokie podatki i wysokie koszty produkcji związane z uposażeniami pracowników, o które tak zabiegają związki zawodowe, to syndrom choroby, która toczy dziś pozostałe gałęzie amerykańskiego przemysłu. W efekcie Ameryka, która 50 lat temu zatrudniała trzecią część siły roboczej w fabrykach produkując telewizory, samoloty, lodówki i komputery – oddała niezależność programistom z Chin, szwaczkom z Filipin i mechanikom w Seulu. Kiedy dzwonię po naprawę telefonu w Nowym Yorku, zgłasza się pan Habib w Bombaju. Więcej ludzi pracuje dziś na posadach w państwowej administracji, niż w sektorze produkcji.

Co się zatem stało z zawodami: cieśla, murarz, hydraulik, mechanik? Hydraulika Joe zastąpił nielegalny „spec” Julio, murarzy z Brooklynu, przyuczeni do murarki pedagodzy z Rosji. Dziś mechanikiem nikt nie chce już być. Pokolenie dzieci baby booomers woli przewracać wirtualne papiery obiegające elektroniczne rynki świata opanowane przez im podobnych. A kiedy ten cały papierowy domek z kart się rozleci, wybieraja wygadanego człowieka o sympatycznym wyglądzie i obietnicy dokonania Wielkiego Ładu, nakładają mu melonik Roosevelta i liczą, że problem załatwi się sam.

Wielka Samochodowa Trójka z Detroit i zakłady powiązane z przemysłem motoryzacyjnym stanowią 1/10 siły roboczej USA. Ich los leżeć będzie wkrótce w rękach Prezdenta Obamy. Będzie to pierwszy test nowego Prezydenta na realizację wyborczych obietnic.

Panie Obama, nie mogę się doczekać…

Mariusz Max Kolonko – Nowy York


Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta i dziennikarz. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4. Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: BARACK OBAMA, KRYZYS GOSPODARCZY USA, POLITYKA ZAGRANICZNA USA, WYBORY W AMERYCE | Comments Off on Clintobamamania


Page 10 of 12« First...89101112

Max Kolonko Blog designed by ThankU.com
Entries (RSS) and Comments (RSS)