Strony Oficjalne

Najnowsze

Archiwum

ODKRYJ AMERYKE

Odkrywanie Ameryki
ODKRYWANIE AMERYKI - ZAPISKI W JEEPIE - Ameryka jakiej nie znasz

« | Main | »

Globalne ocieplenie czy globalna ściema?

By Max Kolonko | July 14, 2009

czytaj w Rzeczpospolitej

Barack Obama, przekonał Izbę Reprezentantów do przegłosowania ustawy klimatycznej. Ameryka emitować ma o 17% mniej dwutlenku węgla i gazów cieplarnianych do 2020 roku, a do połowy tego stulecia aż o 83% mniej niz teraz. Brzmi dobrze? Jedynie na papierze.

Amerykanie boją się wszędobylskiego rządu, ale tradycyjnie wspierają ochronę środowiska. Demokraci pokazują zatem Ameryce białe niedźwiedzie taplające się w topniejących śniegach lodowców, a drugą ręką przepychają unilateralnie (bo tylko 7 Republikanów glosowało za ustawą) przez Kongres ustawę, która doprowadzi do cichej ingerencji rządu w niemal każdą dziedzinę życia obywateli.

Białe dachy w zamian za białe niedźwiedzie

Analizy The Heritage Foundation wykazuja, że nowa ustawa kosztować będzie przeciętną rodzinę amerykańską $2,979 rocznie więcej w energopochodnych wydatkach i to jest dopiero początek problemów.

Ustawa klimatyczna reguluje energię. Koszt energii decyduje o kosztach utrzymania i stylu życia Amerykanów, od wyboru samochodu po cenę kubka kawy. Do widzenia ulubione, bezpieczne kolosy SUV, bye-bye „umięśnione auta (muscle cars) wyrywające setkę w kilka sekund. Witajcie nielubiane w Ameryce, bezpieczne dla środowiska (ale nie dla ludzi) samochodziki wyciskające 40 mil z galona benzyny.

Chcesz sprzedać dom? W myśl ustawy klimatycznej twój dom musi być o 30% bardziej energooszczędny niż obecnie. Zanim więc przyjdą chętni, wpadnie inspektor, który oceni, czy twój dom spełnia wymogi. Jeśli nie, wstaw nowe okna, zainstaluj biały dach odbijajacy promienie słoneczne (propozycja Arta Rosenfelda członka Komisji Energii Californii) i koniecznie zainstaluj (na swój, oczywiście koszt) gniazdo elektryczne to tankowania baterii hydroaut. Przeciwnicy ustawy argumentują m.in., że ceny domów wzrosną niebotycznie, co ostatecznie pogrąży rynek nieruchomości, pogłębiając recesję.

Nadchodząca walka o ustawę klimatyczną w Senacie będzie zatem walką o charakter Ameryki, która z kraju wolnego wyboru i wolnorynkowej samoregulacji emisji zanieczyszczeń, zamieni się w kraj sterowany instrukcjami polityków w Waszyngtonie w którym o personalnych wyborach obywateli decyduje rząd. Walką w której, zdaniem wielu, w istocie chodzi o kasę i władzę.

Limit i handel

Limit i handel (cap and trade) to amerykańska wersja dyrektywy Handlu Emisjami (EUETS- EU Emissions Trading Scheme). Limit określa dozwoloną w USA ilość emisji zanieczyszczeń, handel – obrót niewykorzystanymi limitami.

Europejski wariant, zdaniem analiz publikowanych w Wall Street Journal, ‘nie działa”. Firmy emitujące dwutlenek węgla ponad otrzymane przydziały wcale nie szukają sposobów ograniczenia emisji, a po prostu przekazują rachunek konsumentowi. Kowalski nie tylko płaci za energię więcej ale i nabija kasę milionerom nowego przemysłu, który handel emisjami stworzył.

Amerykańskimi pionierami tego przemysłu są m.in. kompanie dostarczające oprogramowanie kontrolujące emisję przedsiębiorstw. Rynek oprogramowań, wart dziś 2.5 mld dolarów, ma wzrosnąć dziesięciokrotnie jeśli ustawa „limit i handel” stanie sie prawem.

W jednej z firm (Hara) poważnie zainwestował Al Gore, sztandarowa postać zielonego lobby, autor nagrodzonego Oskarem filmu Niewygodna Prawda. Ironią losu jest, że najbardziej niewygodna prawda ujrzała światło dzienne po zdobyciu przez byłego wiceprezydenta Oskara, kiedy media obiegły rachunki za energię zużytą w posiadłości Gorów w Nashville. Wynikało z nich, że państwo Gore zużyli, bagatela, 22,619 kilowatogodzin energii elektrycznej w jednym tylko miesiącu, średnio dwa razy tyle ile Amerykanin zużywa przeciętnie w ciągu całego roku. Sam film Gore’a dofinansował były prezydent eBay, partner inwestycyjny Gore’a, Jeff Skoll założyciel funduszu zaporowego (hedge fund) Capricorn Investment Group, LLC, funduszu, w którym Al Gore zainwestował $35 mln.

Według źródeł Bloomberg News, Al Gore zakończył karierę polityczną jako wiceprezydent z sumą 2 mln dolarów na koncie. Według danych Fast Company w 2007 jego fortuna sięgnęła już ponad 100 mln dolarów uzyskanych z inwestycji w przedsiębiorstwa produkujące „zielone technologie” i ciągle rośnie. Największą kurą znoszącą zielone jajka jest dla Gore’a partnerstwo z firmą inwestycyjną Kleiner, Perkins, Caufield & Byers z Californii, która m.in. chce wypuścić na amerykański rynek 50 tys. samochodów elektrycznych.

Na „zielony pociąg” załapali się inni promotorzy ustawy. Spikerka Izby Reprezentantów, Demokratka Nancy Pelosi zainwestowała od $50 do $100 tys. w korporację Clean Energy Fuels. Współautor ustawy, Demokrata z Massachussetts, Edward Markey podobne kwoty w Firsthand Technology Value Fund.

Niektorzy politycy w Kongresie tak spieszyli się z uchwaleniem ustawy, że opozycja republikańska w Izbie otrzymała do lektury 341 stron poprawek do ustawy o 3 nad ranem w dniu głosowania, zaś Agencja Ochrony środowiska (EPA) nie ujawniła przed głosowaniem treści raportu wykazującego, że do 2030 roku czeka nas oziębienie klimatu. Powstałoby wówczas pytanie: jeśli nie ma globalnego ocieplenia po co jest nam ustawa klimatyczna?

Globalna ściema

Jest jakąś ironią losu, że każdego marca w Dniu Swięta Ziemi (Earth Day), kiedy aktywiści ochrony środowiska demonstrują pod Kapitolem przeciwko globalnemu ociepleniu, w Waszyngtonie sypie śnieg.

Być może dlatego zielone lobby w Ameryce zarzuciło termin globalne ocieplenie na rzecz nowego: zmiany klimatyczne. Innym słowem strachu używanym przez zielone lobby w Ameryce jest: węgiel.

Węgiel dostarcza Ameryce niemal połowę energii kraju. Jest to także 40% emisji dwutlenku węgla do atmosfery, jakie wydziela cała Ameryka. Dla zielonego lobby to wystarcza by wystawić straszaka: wyginą polarne niedźwiedzie, a wyspa Manhattan straci Downtown aż po Wall Street, która z ulicy Ościennej zamieni się w Portową, kiedy roztopione lodowce Alaski podniosą poziomy wód o 6 metrów. Tych „prawd” uczy sie dziś dzieci w amerykańskich szkołach.

Tymczasem Brytyjska Antarctic Survey, obsługująca pięć stacji badawczych na Antarktydzie stwierdza w Geophysical Research Letters, że w ciągu ostatnich 30 lat pokrywa lodowa Antarktyki rosła w tempie 100 tys. kilometrów kwadratowych co 10 lat. Również australijskie Centrum Badawacze na Antarktydzie w stacji Davis (Antarctic Climate and Ecosystems Co-Operative Research Center) stwierdziło, że w ub. roku średnia grubość pokrywy lodowej Antarktyki wynosiła 1.89 metra, najwięcej od 10 lat.

Badania wykazują ponadto, że globalne ocieplenie przeżyli już nasi przodkowie między X a XIII wiekiem, kiedy na ziemi panowały temperatury od 1 do 3 stopni większe niż obecnie. Od połowy XIX wieku temperatury na Ziemi wzrastały tylko o 0.5 stopnia Celsjusza, zaś między 1940-1975 zaczęły ponownie opadać. Jeżeli zatem w dobie powojennego boomu gospodarczego i związaną z nim emisją dwutlenku węgla do atmosfery temperatury malały, oznacza to, że relacja między emisją CO2, a temperaturą, nie istnieje. Jeśli tej relacji nie ma, cała koncepcja globalnego ocieplenia traci sens.

Faktem jest także, że czynne dziś wulkany emitują więcej CO2 niż wszystkie nasze fabryki, samoloty i samochody razem wzięte. Zwierzęta i bakterie żyjące na ziemi wytwarzają ok. 150 gigaton dwutlenku węgla rocznie, ludzie zaledwie 6.5 gigaton. Najwięcej dwutlenku węgla emitują oceany pokrywające ponad 70% naszej Ziemi. Sezonowe wahania temperatur wód oceanu odpowiedzialne są za powodzie, susze i inne klimatyczne zmiany, które obserwujemy od czasu do czasu, a które mają tyle wspólnego z klimatyczną Apokalipsą co trąba powietrzna z tubą.

O beautiful for spacious skies…(Piękna za bezkres nieba)

Ameryka kocha przyrodę. Abraham Lincoln w 1864 roku oddał ziemię doliny Yosemite „w wieczyste publiczne władanie” tworząc podwaliny pod pierwszy park narodowy na świecie. Dumą napawa Grand Canyon, bezdroża dzikiej Alaski czy bezkresne prerie Wyoming “piękne za bezkres nieba”, uwiecznione w popularnej pieśni XIX wiecznego organisty z New Jersey, Sama Warda. Sto lat później hrabstwa w całej Ameryce adoptują tzw. prawa drzew (tree laws). Były burmistrz Nowego Yorku, Giuliani za swej kadencji podniósł kary za nielegalne ścięcie drzew w metropolii do jednego roku pozbawienia wolności i 15 tys. dolarów grzywny.

Dziś jednak, po raz pierwszy w historii sondaży Gallupa, 51% Amerykanów uważa poprawę gospodarki za ważniejszą od ochrony środowiska. Mimo to prezydent Obama przeforsował ustawę klimatyczną przez Izbę. Choć przypuszczać należy, że polegnie ona w Senacie zastanawia tempo administracji w narzucaniu społeczeństwu unilateralnych rozwiązań majstrowanych w gabinetach lobbystów, bankierów i innych wizjonerów przyszłej Ameryki spod znaku “Yes we can”. To, że możemy nie znaczy, że powinniśmy. Prezydent Bush nie podpisał Protokołu z Kyoto uznając go za szkodliwy dla amerykańskiej gospodarki.

Wydaje się jednak, że prezydent Obama będzie chciał nadal polerować swój image „prezydenta po raz pierwszy” i pojawi się w grudniu na konferencji klimatycznej w Kopenhadze, by jako pierwszy po Bushu seniorze prezydent popychać Amerykę w objęcia zbiorowych układów ekologicznych Narodów Zjednoczonych. W grudniu może być tam zimno. Tak zimno, że amerykańska delegacja może wspomnieć słowa Boba Dylana z wywiadu dla The Rolingstones: Czy niepokoi pana globalne ocieplenie? Gdzie jest to ocieplenie? – zapytał Dylan – Tu można zamarznąć.

Mariusz Max Kolonko

www.maxkolonkoblog.com


Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta, dziennikarz i politolog. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC i Instytytu Goethego w Waszyngtonie, jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4 i TVP1 .

Wiecej www.maxkolonko.com

Topics: KOLONKO W RZECZPOSPOLITEJ, KRYZYS GOSPODARCZY USA, SCIEMA OCIEPLENIA | 7 Comments »

7 Responses to “Globalne ocieplenie czy globalna ściema?”

  1. ebd Says:
    July 14th, 2009 at 7:50 pm

    Atakuje Pan tutaj (słusznie) poprawność polityczną, ale ta sama poprawność nie pozwoli Panu przyznać, że “wojna z terroryzmem” była/jest tak samo absurdalna jak “walka z ociepleniem klimatu”, tyle że tutaj zadziałały lobby przemysłu zbrojeniowego i lobby importerów ropy. I oto zrównano z ziemią 2 państwa, bo wielkości Ameryki zagrażało 5 pasterzy owiec odciętych od cywilizacji, podczas gdy reżim na Kubie nie przeszkadza im od 50 lat, ba! nawet wchodzą w dwuznaczne układy, sytuując tam więzienia, aby móc bezczelnie ominąć konwencje o traktowaniu jeńców wojennych. Muszę przyznać, że wolę, gdy elity USA skazują swoją gospodarkę na “klimatyczną” klęskę niż gdy wywołują wojny dla lepszej kontroli nad kurkami ropy. Wszakże gdyby byli konsekwentni, powinni Polsce wypowiedzieć wojnę, gdy Unabomber likwidował ich elity. Na szczęście Polska nie ma złóż ropy, ani też Unabomber nie przypadł na rządy Bushów. Pozdrawiam i chętnie przeczytam komentarz czym różni się wojna z terroryzmem od walki ze zmianami klimatu.

  2. Iwan Says:
    July 15th, 2009 at 2:18 am

    bardzo dobry artykuł… miło się czyta takie info zza Oceanu oby więcej takich newsów. Nie wiedziałem że jesteś tak niezleżnym obserwatore wielki szacun dla ciebie Max :)

  3. Max Kolonko Says:
    July 22nd, 2009 at 9:11 pm

    Ocieplenie groźniejsze od bomby atomowej
    Marta Śmigrowska 21-07-2009, publikacja w Rzeczpospolitej w odpowiedzi na tekst MMK.

    Ironiczne uproszczenie Mariusza Maksa Kolonki, sprowadzające zmiany klimatu do kłopotów niedźwiedzi polarnych, nie przesłoni faktu, że zmiany klimatu boleśnie dotykają Stanów Zjednoczonych – pisze ekolog (tekst wyraża stanowisko Koalicji Klimatycznej zrzeszającej 18 organizacji pozarządowych działających na rzecz ochrony klimatu)
    • Kolonko: Ocieplenie czy globalna ściema?
    Artykuł Mariusza Maksa Kolonki („Globalne ocieplenie czy globalna ściema?”, „Rzeczpospolita”, 14.07.2009) zawiera wiele interesujących zapisów, w świetle najświeższych opracowań naukowych i ekonomicznych brzmiących nader kontrowersyjnie. Dlatego też z uwagą pochylę się nad zapisami artykułu, mając nadzieję, że niniejsza polemika, poparta rzetelnym materiałem źródłowym, skłoni pana Kolonkę do podjęcia dialogu z orędownikami działań na rzecz łagodzenia zmian klimatu.
    Postaram się rozwiać wątpliwości pana Kolonki i wykazać, że złagodzenie zmian klimatu leży w żywotnym interesie USA (podobnie jak unijne regulacje klimatyczne leżą w interesie Europy i Polski). Pokrótce przytoczę dowody na to, że zmiany klimatu mają miejsce – i że to człowiek jest za nie odpowiedzialny.
    Spuścić wodę z jeziora
    Podważając zasadność nowych amerykańskich regulacji klimatycznych, pan Kolonko stwierdza, że: „demokraci pokazują (…) Ameryce białe niedźwiedzie taplające się w topniejących śniegach lodowców, a jednocześnie przepychają w Kongresie ustawę, która doprowadzi do cichej ingerencji rządu w niemal każdą dziedzinę życia obywateli”.
    Ironiczne uproszczenie, sprowadzające zmiany klimatu do kłopotów niedźwiedzi polarnych, nie przesłoni faktu, że zmiany klimatu boleśnie dotykają Stanów Zjednoczonych. Najtragiczniejszy huragan w historii USA – Katrina – kosztował USA niemal 2000 istnień ludzkich oraz 110 mld dol. Topniejąca wieczna zmarzlina na Alasce i sztormy wdzierające się głąb lądu niszczą eskimoskie wioski, takie jak Newtok, Shishmaref i Kivalina. Na początku 2009 r. w Kalifornii ogłoszono alarm przeciwsuszowy. Potencjalne straty szacowano na 3 mld dol., a zagrożone miejsca pracy – na 95 tys. Kalifornia jest również narażona na gwałtowne sztormy, które zagrażają 480 tys. ludzi, a także ich domom, przedsiębiorstwom, elektrowniom, portom i lotniskom. Potencjalne straty szacuje się na 100 mld dol. Amerykańscy producenci kukurydzy stracą w najbliższej przyszłości ponad 1,4 mld dol. rocznie w związku z powtarzającymi się suszami. Południowe stany USA walczą o drastycznie malejące zasoby wodne – Karolina Południowa zaskarżyła plany Karoliny Północnej dotyczące zwiększenia pobierania wody z rzeki Catawba, Alabama i Floryda wygrały spór sądowy z Georgią, która zamierzała spuścić wodę z jeziora Lanier – głównego źródła wody pitnej regionu Atlanty, a Floryda sądziła się z Korpusem Inżynierów Sił Lądowych USA, który zamierzał ograniczyć ilość wody spuszczanej ze zbiorników zasilających rzekę Apalachicola.
    Przytoczone zjawiska wiązane są przez naukowców ze zmianami klimatu. Ustawa klimatyczna ma być polisą ubezpieczeniową Amerykanów na wypadek jeszcze bardziej drastycznych katastrof klimatycznych.
    Koszty reperacji dachu
    Pan Kolonko jednostronnie wskazuje na obciążenia gospodarcze nowej ustawy klimatycznej, pomijając jej szerszy kontekst oraz te zapisy, które mają umożliwić miękkie lądowanie w nowej ekonomicznej rzeczywistości, ograniczonej możliwościami klimatu, zarówno „węglożernym” gałęziom przemysłu, jak i konsumentom.
    Autor nie ujmuje w swoich kalkulacjach poważnego kosztu niepodjęcia działań. Według byłego głównego ekonomisty Banku Światowego Nicolasa Sterna działania na rzecz ochrony klimatu w skali globu będą kosztować 1 proc. światowego PKB, a brak działań – nawet 20 proc. Przedsmak tego, ile kosztować będą zmiany klimatu w samej Ameryce, dają liczby przytoczone powyżej. Wskazywanie wyłącznie na koszt ustawy to jak utyskiwanie na koszty reperacji dachu przy całkowitym ignorowaniu strat powstałych wskutek permanentnego zalewania domu deszczówką.
    Pan Kolonko zapomina nadmienić, że ustawa zawiera wiele zapisów, które mają złagodzić wzrost cen energii. 30 proc. uprawnień do emisji (waluty w handlu emisjami) trafi nieodpłatnie do dystrybutorów energii, którzy są obowiązani użyć ich, by chronić odbiorców energii przed wzrostem cen. Zyski ze sprzedaży na aukcji 15 proc. uprawnień mają dodatkowo zrekompensować wzrost cen energii najuboższym.
    Wskazując na koszty ustawy dla przeciętnej amerykańskiej rodziny, pan Kolonko powołuje się na wyliczenia konserwatywnego think tanku, ignorując jednakże wyliczenia Biura Budżetowego Kongresu, które stwierdza, że „gospodarstwa domowe o najniższych dochodach mogą liczyć na zysk netto w wysokości ok. 40 dol. w roku 2020, podczas gdy gospodarstwa domowe o najwyższych dochodach powinny się liczyć z kosztem netto w wysokości 245 dol.”.
    Czy za bardziej wiarygodne uznamy wyliczenia ponadpartyjnej agendy federalnej, czy też instytucji sponsorowanej przez konserwatywnych kongresmanów zależy – naturalnie – od punktu widzenia.
    Wskazując, że ustawa może pogłębić amerykańską recesję, pan Kolonko zapomina wspomnieć, że system handlu emisjami zostanie uruchomiony dopiero w 2012 r., czyli w okresie, kiedy amerykańska gospodarka powinna się już odbić od dna. Co więcej, w tymże roku 2012 całkowita wartość uprawnień do emisji nie przekroczy 50 mld dol. (w gospodarce wartej 15 trylionów dol.). Owe 50 mld powróci do gospodarki m.in. w postaci inwestycji modernizacyjnych. Modele ekonomiczne wskazują, że ustawa nie będzie miała znaczącego negatywnego wpływu na gospodarkę.
    Osobiście wybiorą emigrację
    Inna sprawa, że ustawa może wręcz przyczynić się do wzrostu gospodarczego – odnawialne źródła energii, wspierane przez nową ustawę, to szalenie prospektywna gałąź gospodarki amerykańskiej – przyrost miejsc pracy w tym sektorze od roku 1998 był 2,5 raza wyższy niż w pozostałych gałęziach gospodarki.
    Odpierając zarzuty, że nowa ustawa zaszkodzi gospodarce, Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, na łamach „New York Timesa” stwierdza jednoznacznie: „najlepsze dostępne szacunki wskazują, że koszt programu ograniczania emisji będzie umiarkowany, o ile program będzie wprowadzany stopniowo. A podjęte dziś zobowiązania mogą nawet pomóc podźwignąć gospodarkę z obecnego załamania”.
    Ostatecznie wątpliwości pana Kolonki rozwiać powinien raport „Reducing U.S. Greenhouse Gas Emissions” firmy McKinsey – jednej z najważniejszych firm doradczych świata, gdzie stwierdzono, że stabilizacja stężenia gazów cieplarnianych na stosunkowo bezpiecznym poziomie 450 ppm (części na milion) może USA nic nie kosztować. Zyski związane ze zwiększeniem efektywności energetycznej zrekompensują koszty związane z rezygnacją z węgla i ropy na rzecz alternatywnych źródeł energii.
    Pan Kolonko stwierdza, że: „walka o ustawę klimatyczną w Senacie będzie zatem walką o charakter Ameryki, która z kraju wolnego wyboru i wolnorynkowej samoregulacji emisji zanieczyszczeń zamieni się w kraj sterowany instrukcjami polityków w Waszyngtonie, w którym o osobistych wyborach obywateli decyduje rząd”.
    Czas już przywołać aspekt moralny działań na rzecz ochrony klimatu, który umiejętnie pomija w swoim artykule pan Kolonko. Jakie mogą być „osobiste wybory obywateli” krajów Trzeciego Świata – już teraz wyjątkowo mocno dotkniętych zmianami klimatu? Być może, w obliczu nasilających się klęsk żywiołowych i niemożności zaspokojenia podstawowych potrzeb, mieszkańcy krajów rozwijających się „osobiście wybiorą” migrację do krajów rozwiniętych – USA, Europy, w tym Polski.
    Skrojona na potrzeby mentalności
    Pan Kolonko wspomina, że europejski system handlu emisjami, na którym częściowo wzoruje się propozycja amerykańska – nie jest skuteczny. Niska skuteczność systemu europejskiego w pierwszej, pionierskiej fazie wynikała przede wszystkim z nadmiaru darmowych uprawnień przyznanych przemysłowym emitentom gazów cieplarnianych. Rewizja systemu ukróciła rozdawnictwo darmowych uprawnień, wzrośnie więc jego skuteczność.
    Co znamienne, w USA już działa skuteczny system handlu emisjami służący redukcji dwutlenku siarki. Koszty redukcji SO2 okazały się znacznie niższe, niż zakładała amerykańska administracja.
    Dla opartego na rynku systemu handlu emisjami wskazuje się powszechnie tylko jedną alternatywę – podatek węglowy. Pan Kolonko, jako znawca polityki i mentalności amerykańskiej, musi mieć świadomość, że o ile w USA możliwe jest wprowadzenie instrumentu rynkowego, o tyle opodatkowanie (czyli druga opcja) zostanie potraktowane właśnie jako przywołana przez autora artykułu nadmierna ingerencja rządu w sprawy obywateli. W tym świetle ustawa klimatyczna jest zapewne najlepszym, najbardziej kompromisowym rozwiązaniem, skrojonym na potrzeby mentalności amerykańskiej.
    Zagrożenie większe od jądrowego
    Przywołując stan majątkowy i powiązania biznesowe Ala Gore’a, pan Kolonko w prosty sposób stara się zdezawuować całą rzeszę orędowników działań na rzecz łagodzenia zmian klimatu. To ciekawy zabieg, szczególnie że w tym gronie (jak rozumiem w oczach pana Kolonko tracącym wiarygodność z uwagi na ilość sypialni w domu Ala Gore’a) znajduje się m.in. Stephen Hawking – najwybitniejszy żyjący fizyk, który stwierdził: „globalne ocieplenie jest obecnie największym zagrożeniem dla ludzkości, większym nawet od wszystkich arsenałów jądrowych razem wziętych”.
    W gronie tym znajdują się również twardzi amerykańscy mężczyźni (zapewne posiadacze muskularnych SUV), tacy jak generał Anthony Zinni, były głównodowodzący wojsk amerykańskich na Środkowym Wschodzie, który stwierdził: „już wkrótce poniesiemy militarne koszty [zmian klimatu]. Zginą ludzie. Będą straty w ludziach”.
    Komentując jakość samego procesu legislacyjnego, pan Kolonko pisze: „Niektórzy politycy w Kongresie tak się spieszyli z uchwaleniem ustawy, że opozycja republikańska w Izbie otrzymała do lektury 341 stron poprawek do ustawy o 3 nad ranem w dniu głosowania”.
    Interesujące, że poprawki wprowadzone do tekstu przyczyniły się do osłabienia proklimatycznych zapisów ustawy. W walce o ostateczny kształt ustawy do ostatniej chwili brało udział lobby węglowe, naftowe i rolnicze. Trudno więc przedstawić debatę nad ustawą jako brzydki psikus spłatany sennym republikańskim kongresmenom.
    Silna antyklimatyczna grupa
    Autor artykułu stara się podważyć zasadność nowych regulacji, opierając się na źródłach wątpliwej jakości i podważając wyniki rzetelnych badań naukowych. Pan Kolonko stwierdza, że: „Agencja Ochrony Środowiska (EPA) nie ujawniła przed głosowaniem treści raportu wykazującego, że do 2030 roku czeka nas oziębienie klimatu. Powstałoby wówczas pytanie: jeśli nie ma globalnego ocieplenia, to po co nam ustawa klimatyczna?
    Raport ów okazał się samodzielną inicjatywą dwóch pracowników EPA i nie odzwierciedla stanowiska agencji. Nie bez znaczenia jest fakt, że żaden z autorów nie jest klimatologiem, a wsparcia przy raporcie udzieliła organizacja Friends of Science – silna antyklimatyczna grupa lobbingowa.
    Dalej pan Kolonko oświadcza: „Badania wykazują, że globalne ocieplenie przeżyli już nasi przodkowie między X a XIII wiekiem, kiedy na Ziemi panowała temperatura od 1 do 3 stopni wyższa niż obecnie”.
    Nie udowodniono, że tzw. średniowieczne optimum klimatyczne, na które powołuje się pan Kolonko, było zjawiskiem o zasięgu globalnym, porównywalnym do dzisiejszego. Być może w niektórych regionach świata (np. w Europie) było ciepło, jednak rekonstrukcje temperatur globalnych z tego okresu wyraźnie wskazują, że teraz jest cieplej i że temperatury rosną znacznie szybciej niż kiedykolwiek na przestrzeni tysiąca, a może i 2 tysięcy lat. NOAA (Narodowa Administracja Oceanu i Atmosfery USA) stwierdza: „Teoria o średniowiecznym optimum klimatycznym (czy to globalnym, czy dotyczącym jednej półkuli), kiedy to miało być cieplej niż dzisiaj, okazała się nieprawidłowa”.
    Pyły, sadze i aerozole
    Dalej pan Kolonko stwierdza: „Od połowy XIX wieku temperatura wzrastała tylko o 0,5 stopnia Celsjusza, a w latach 1940 – 1975 zaczęła ponownie spadać.” Klimat jest wrażliwy zarówno na czynniki ocieplające, jak i chłodzące. Do okresowego spadku temperatur przyczynić się może np. emisja zanieczyszczeń powietrza. W latach 40. i 50. ocieplenie powodowane przez CO2 (wówczas łagodniej wpływające na klimat niż obecnie) zostało okresowo zniesione przez czynniki o działaniu chłodzącym. Największą rolę odegrały najprawdopodobniej zanieczyszczenia – pyły, sadze i aerozole przemysłowe. Poprawa standardów ochrony środowiska oraz postęp technologiczny w latach 60. i 70. przyczyniły się do poprawy stanu atmosfery, co sprawiło, że ocieplający efekt CO2 ponownie przeważył nad ochładzającym efektem zanieczyszczeń. Długoletni trend niestety pozostaje ten sam – Ziemia się ociepla.
    Według pana Kolonko „faktem jest także, że czynne dziś wulkany emitują więcej CO2 niż wszystkie nasze fabryki, samoloty i samochody razem wzięte”. Według nauki fakty są zgoła odmienne. Szacuje się, że wulkany emitują około 150 razy mniej dwutlenku węgla niż współczesna cywilizacja.
    Pan Kolonko stwierdza, że: „zwierzęta i bakterie żyjące na Ziemi wytwarzają ok. 150 gigaton dwutlenku węgla rocznie, ludzie zaledwie 6,5 gigatony. Najwięcej dwutlenku węgla emitują oceany pokrywające ponad 70 proc. naszej planety”. Ludzkie emisje to zaledwie niewielka część emisji, a jednak potrafiły zaburzyć równowagę delikatnego systemu klimatycznego. Dla ilustracji posłużę się pewną analogią:
    Pewne lotnisko dysponuje taką ilością punktów kontroli paszportowej, by skontrolować 1000 przylatujących pasażerów na godzinę. Dopóki na lotnisko przybywa 1000 pasażerów na godzinę, przed okienkami ustawiają się niewielkie, niewydłużające się kolejki. Wyobraźmy sobie, że z powodu mgły kilka dodatkowych samolotów zostaje przekierowanych z pewnego małego lotniska na nasze. W kolejce ustawia się dodatkowych 50 pasażerów na godzinę – niewielu, zważywszy, że przepustowość punktów kontroli wynosi aż 1000 osób na godzinę. Dlatego na początku zarządcy lotniska nie wysyłają na posterunek dodatkowego pracownika i urzędnicy nadal odprawiają 1000 pasażerów na godzinę. Co się dzieje? Powoli, lecz nieuchronnie kolejka rośnie. W podobny sposób dodatkowe, pozornie niewielkie, emisje CO2 spowodowane przez człowieka zaburzają równowagę systemu wymiany węgla w przyrodzie.
    Nie sztuka zagłuszyć debatę
    W niniejszej polemice wskazałam wiele niedopowiedzeń i błędów interpretacyjnych zawartych w artykule pana Kolonki. Nie podważając dobrej woli autora tekstu, twierdzę, że dla dobra debaty lepiej posiłkować się rzetelnymi opracowaniami, a nie dźwięcznymi, dobitnymi uproszczeniami. Nie sztuka zagłuszyć debatę i zdezawuować oponentów. Sztuką jest uważne i prowadzone w atmosferze wzajemnego szacunku opiniowanie zjawisk. Stoimy wobec wyzwania bez precedensu i mocne męskie słowa, w których celuje pan Kolonko, powinny mieć wydźwięk konstruktywny. Cóż, jeśli naukowcy się nie mylą? O czym będą debatować nasze wnuki na ostatnich bezpiecznych skrawkach lądu?
    PS Być może w marcu w Waszyngtonie padał śnieg, za to kiedy zatwierdzano ustawę klimatyczną – było upalnie. Ani jedna, ani druga obserwacja nie jest podstawą do wysnuwania wniosków na temat zmian klimatu, bo pogoda jest tylko stanem atmosfery w danej chwili, a klimat to wieloletnia charakterystyka tego, co się dzieje w pogodzie.
    Autorka jest kierownikiem programu dla klimatu Polskiej Zielonej Sieci oraz specjalistką ds. międzynarodowych negocjacji konwencji klimatycznej ONZ

  4. A.L. Says:
    July 30th, 2009 at 3:13 pm

    Doskonaly tekst, Panie Kolonko. O tym ze jest doskonaly, swiadczy dlugosc odpowiedzi Pani z Zielonego Lobby. Gdyby jeszcze tylko ta Pani chciala podac jakies NAUKOWE konkrety…

  5. mara Says:
    July 30th, 2009 at 4:15 pm

    rozumiem panskie stanownisko. Mozna wierzyc w zmiany klimatyczne albo nie. Ja wierze.
    Co nie ozancza bynajmniej, ze slepo wierze w proponowane rozwiazania, szczegolnie handel certyfikatami CO2.
    Byloby jednak wskazane cofnac sie w przeszlosc. Ta niczym nie skrepowana wolnosc jednostki i gospodarcza “podarowala” ludzkosci np. problem dwusiarczku wegla i kwasnych deszczy. Polecam panu w czasie pobytu w Polsce krotka wizyte w Sudetach i przyjrzenie sie tamtejszym lasom. Ich stan jest spowodowany wylacznie dzialaniem ludzi, ktorzy budujac elektrownie spalajace wegiel brunatny dlugo nie chcieli wydac pieniedzy na instalacje odsiarczania gazow powstajacych w wyniku spalania. I nawet w kapitalistycznej gospodarce wlasiciele nie zbudowaliby instalacji, gdyby panstwo nie wprowadzilo przymusu. Podobne przykladem sa scieki, zarowno przemyslowe jak i komunalne. Ja jeszce pamietam czasy, kiedy Tamiza byla jednym wielkim sciekiem, a polskie gazety meldowaly ile osob zmarlo w Londynie w czasie smogu.
    Nie znam tresci ustaw proponowanych przez Obame, znam troche USA i Amerykanow i ich “energetyczna rozrzutnosc”. Moi przyjaciele najczesciej nie maja pojecia ile ich gospodarstwo domowe zuzywa pradu i gazu. I klimatyzacja jest dla nich rzecza oczywista. A przeciez ten sam komfort zycia i mieszkania mozna sobie zagwarantowac uszczelniajac dom, instalujac sloneczenbaterie do ogrzewania wody, wymieniajac instacje ogrzewczo-klimatyzacyjna.
    I co najwazniejsze dzieki takim inwestycjom powstalyby w USA tysiace nowych miejsc pracy.
    Wczesniej czy pozniej bedzie to konieczne, bo konwencjonalne zrodla energii kiedys sie skoncza, a cen nosnikow energii osiagna wysokie ceny.

  6. GLOBALNE OCIEPLENIE – NAJWIęKSZY SZWINDEL NASZYCH CZASóW | Max Kolonko Blog.com Says:
    July 30th, 2009 at 4:50 pm

    [...] Globalne ocieplenie czy globalna ściema? [...]

  7. robert Says:
    August 2nd, 2009 at 3:51 am

    Co do kwaśnych deszczów proszę poszukać, kiedy one nastąpiły, Elektrownia, która ograniczyła jednostronnie emisję zasadowych pyłów, spowodowała obniżenie pH kwaśnych deszczy, co w znacznej mierze przyczyniło się do zagłady lasów sudeckich. Deficyt pokarmowy w zaopatrzeniu roślin w magnez, azot i potas oraz toksyczne działanie glinu były bezpośrednią przyczyną utraty przez drzewa liści. W wyniku wdrożenia technologii proekologicznych, polegających na odpylaniu, deszcz stał się jeszcze bardziej kwaśny, ponieważ odcięto emisję zasadowych pyłów, a pozostawiono gazy kwaśne.
    Warto poszukać w internecie ;) ))

Comments

Mariusz Max Kolonko Blog is proudly powered by WordPress
Entries (RSS) and Comments (RSS)