Strony Oficjalne

Najnowsze

Archiwum

ODKRYJ AMERYKE

Odkrywanie Ameryki
ODKRYWANIE AMERYKI - ZAPISKI W JEEPIE - Ameryka jakiej nie znasz

« | Main | »

Obamizm kontra McCainizm

By Max Kolonko | October 26, 2008

Max Kolonko CBSPrezydenckie Wybory 2008 w USA:  BOGACI kontra BIEDNI

Mariusz Max Kolonko z Bethlehem w  Pennsylwanii dla Newsweek Polska.

Im bliżej listopadowych wyborów, tym wyżej wznosi się  wyborcza barykada. Po jednej jej stronie stoją głównie zamożni,  przedsiębiorczy, konserwatywni, starsi, biali w większości wyborcy. Po drugiej z reguły biedniejsi, pracujący na godziny, liberalni, młodsi, czarni i mówiący często z obcym akcentem, nowi obywatele Ameryki.

wybory w USAO tym, że minąłem ObamaLand miejskiego New Jersey, poznaje po zmniejszającej się liczbie niebieskich prostokątów „Obama/Biden na Prezydenta”, którymi upstrzone są okoliczne trawniki. Krajobraz też pięknieje, podmiejskie piętrowe ceglaki zastępują rozległe cottages amerykańskiej klasy średniej. Jestem woluntariuszem sztabu wyborczego McCaina.  Jadę do Pensylwanii, jednego z pięciu kluczowych dla tych wyborów stanów, których wyborcy za kilka dni rozstrzygną prezydenckie wybory 2008. 

Tu, w New Jersey, mijanym za szybą, nie mam nic do roboty. Stan  wydaje się być w zasięgu Obamy. To tutaj, cztery lata temu, Kerry pokonał Busha różnicą ok. 240 tys głosów. Biedni w dużych  miastach, załatwili sprawę dla Demokratów. Choć są tacy, którzy ciągle liczą tu na niespodziankę, McCain zawiesił nad Jersey białą flagę. Od lipca jego sztab ma w Woodbridge biuro, ale na dni przed wyborami telefon odbierają jedynie automatyczne sekretarki. Kontakt do prasy ma pełną skrzynkę: Have a nice day. Banery McCain/Palin, które zamówiłem trzy tygodnie temu, żeby zatknąć je przed domem, ciągle nie dotarły. Kiedy dzwonię w tej sprawie do Arizony, gdzie sympatycy McCaina prowadzą sklep wysyłkowy, oferując wyborcze szyldy po $35 za pięć, czekam pół godziny na zgłoszenie operatora i daje za wygraną. „Na poczcie pracują czarni” – mówi mi sąsiad. „Na pewno opóźniają specjalnie, skurczybyki.”

Przybieżeli do Betlejem… kandydaci

Kiedy wjeżdżam do Bethlehem w Pensylwanii przypomina mi się z historii, że to tu, w czasie wojny o niepodległość w 1778 roku Gen. Kazimierz Pulaski miał modlić się w Zakon Siostr Morawianek w Bethlehem, PensylwaniaZakonie Sióstr Morawianek o przyszłość rodzącej się Ameryki. Na mszy był z nim Sam Adams, jeden z Ojców Założycieli Ameryki, sygnatariusz Deklaracji Niepodległości.  Dziś jednak, dla wielu nowych przybyszy do tego miasta, Sam Adams to jedynie popularne piwko, którego Samuel był prekursorem.

‘Wszystko przez gospodarkę’- mówi Steve, kiedy stawiam przed nim dwa „Samy”. „Jak jest źle, wygrywają Demokraci. Obama załatwi nas podatkami, rozwali się cały rynek. Giełda to wie i dlatego leci w dół”  - denerwuje się Steve, który, jak ponad 60% Amerykanów, jest właścicielem giełdowych akcji. 

Podatki, to  w Ameryce punkt czuły. Dowcip mówi, że Amerykanin boi się choroby, teściowej i podatków. Wszak Wojna Podatkowa stworzyła Stany Zjednoczone, kiedy wspomniany Sam Adams buntował Bostonczyków przeciwko ustawom podatkowym krzywdzącym kolonistów. Tea Party, które grudniowej nocy 1773 roku portowcy urządzili potem w Bostonie, przez tygodnie wyrzucało chińską herbatę z importu na brzegi Massachusettes,  stając się lontem zapalnym do Amerykańskiej Wojny Rewolucyjnej. Pamietają o tym kandydaci, w dobie kryzysu oferując Ameryce złożone rozwiązania podatkowe, które tu, na prowincji, układają się w Dylemat Zaprzęgu, Pustyni i Kubła Wody. Komu ulżyć kubłem wody (ulgi podatkowe) podczas przeprawy przez pustynię: koniom czy ludziom w zaprzęgu? McCain chce dac ulgi koniom (zmniejszyć podatki na mały biznes i przedsiebiorców, by stymulować rynek pracy). Obama zaś,  zapowiada ulgi podatkowe (wodę) dla ludzi w powozie, żeby jechało im się lżej;  95% podatników otrzyma ulgi podatkowe w/g jego planu. „Jest to ponętne ale krótkowzroczne” – mówi Steve, ekonomista we flanelowej koszuli, dodając: „Nigdy nie dostałem pracy od biednego.”

McCain voluntariesTen prosty styl myślenia dominuje na amerykańskiej prowincji. To do nich w wyborczej końcówce odwołują się prezydenccy kandydaci mówiąc  w ostatniej debacie (56,5 mln oglądalności), o Joe The Six Pack (Joe Kartonik – od kartonika na sześć piwek) czy  też o Joe The Plumber (Joe Hydraulik), wyborcy z Ohio, który przed swoim domem trafił na Obamę i wyraził obawę, że propozycje podatkowe Obamy zniszczą mu biznes. Liberalna prasa ustaliła, że Joe nie jest hydraulikiem, bo nie ma ważnej licencji i że zalega z podatkami. Ktoś inny podawał, że podstawili go Republikanie. Dość, że odkąd zwykły Joe z prowincji zabrał głos i jednym pytaniem rozbił retorykę podatkową Obamy, McCain zaczął odrabiać straty w ankietach. „To gospodarka głupku” – powiedziałby Bill Clinton, któremu to celne wyborcze hasło dało prezydenturę.

James, McCain supporterBaby Boomers – Pokolenie Zmiany

Bethlehem jest miastem dla Ameryki symbolicznym. Tu biło niegdyś stalowe serce Ameryki. Stalownia Betlehem Steel – założona w 1857 roku, pracowała 140 lat, w czasie II Wojny światowej dając 70%  stali  na uzbrojenie amerykańskiej armii. W dniach swej chwały piece w Bethlehem wytapiały 23 miliony ton stali rocznie. Był rok 1950 i zarówno walcownie Bethlehem, jak i Ameryka, miały swoje najlepsze lata. Kraj miał 180 milionów ludzi, o 120 milionów mniej niż teraz.  Prawie 90 % kraju to Europejczycy z pochodzenia, reszta to murzyni i maly procent Hiszpanów i Azjatów. Imigracja na poziomie ok. 300 tys. rocznie. 97 % kraju mówiło po angielsku. Powojenna prosperity dała Amerykanom pracę, domy na wsi, krążowniki szos i kółko hoola hop. Bethlehem Steel, 2008Gdzieś w tym powojennym dobrobycie rodziło się pokolenie, które przejdzie do historii, jako Baby Boom Generation – Pokolenie Wyżu Demograficznego lat 50. Ono stworzy kontrkulturę, Woodstock, ruchy kontestacyjne i bunt przeciwko amerykańskiemu status quo. Otworzy granice i  tanie rynki, dając nam dzisiejszą Amerykę i sprawi, że 50 lat po dniach chwały, martwe kominy Bethlehem Steel przypominają mi kolorem zakrzepłą krew ludu pracującego amerykańskich miast i wsi. (zdjęcie)

„Pamiętam tamten czas, jakby to było wczoraj”- mówi Pat Kastelnik tuląc się do wyciętej z kartonu kandydatki na wiceprezydentową, Sary Palin. (zdjecie ) Pat KastelnikIrlandka z pochodzenia, kręci w oku łzę, kiedy wspomina Bethlehem 40 lat temu. „Było tu pięknie, nie było obcych, przestępstw, zbrodni, głośnej muzyki i gangów w sąsiednim Allentown.- narzeka. Kiedy tak stoi, przypominają mi się linijki tekstu z hitu Billy Joel’a (Allentown), jak to  w „Bethlehem pracy nie mają i formularze im tylko dają, by w kolejkach stać.”

„Przyszli z Nowego Yorku jakieś 10 lat temu i wszystko się zmieniło. Zdrożała ziemia i domy. Jest ich coraz więcej”. Tak Sally, matka dwojga dzieci, mówi o imigrantach. (zdjecie poniżej) Przez ostatnią dekadę przybywali w tempie milion rocznie, między 2000, a 2005, aż 5.2 mln.  Tych legalnych jest dziś w Ameryce ponad 35 milionów, niemal tyle, ile wynosi cała ludność Polski, rekord w historii Ameryki. Nielegalnych od 10 do 20 milionów. 30% z nich nie ukończyło szkoły średniej. 1/3 nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Przybywają głównie z Krajów Trzeciego świata, w efekcie zmieniając oblicze kraju; w Californi, Nowym Meksyku i  Texasie biali stanowią juz mniejszość. To ich objął w wyborczym uścisku Barack Obama. Spotykam ich posępnych, jak podpierają ściany, wypatrując na ulicy kontraktorów w ciężarówkach. Są posępni, bo pracy jest coraz mniej, „Joe Hydraulik” ma swoje kłopoty. Nie chcą ze mną rozmawiać, może nie znają jezyka, może się boją. Poluje na nich rządowy ICE (Immigration & Customs Enforcement) wysyłając co roku ponad 300 tys. nielegalnych tam, skąd przybyli.

SallyW Bethlehem niektórzy narzekają, że za parę dolarów nielegalnych zatrudniają „Obamowcy” do kampani wyborczej. Kiedy wchodzę do ich lokalnego sztabu wyborczego z literami Obama w oknach, (zdjęcie) moje pytania o nielegalnych budzą podejrzenia tak, jak Cadillac Escalade, którym przyjeżdżam. Ci, co tu pracują, raczej zamożni nie są.  Jest murzynka i ludzie o śniadych, latynoskich cerach. Mówią prostym językiem w którym często słyszę obcy akcent. Ze ścian spogląda na mnie Obama x 40; rząd obrazków na których Obama, jak Wujek Sam, pokazuje palcem przed siebie: Obama Cię Chce (Obama Wants You). Obama headquarters w Bethlehem , PAKiedy ja chcę jego, prosząc o kopie dla siebie, dostaję numer telefonu do szefa PR i uśmiech na do widzenia; w Ameryce, w okresie wyborów, Republikanina i Demokratę wyczuwa się na odległość. To pewnie też dlatego, kiedy stamtąd wychodzę, człowiek w czerwonej bejsbolówce po drugiej stronie ulicy, przygląda mi się nieufnie. Ja zaś patrzę na niego i wiem dlaczego tak stoi. Pilnuje znaku Obama/Biden ustawionego niepozornie przy skrzynce pocztowej. Znak jest ustawiony nielegalnie. Człowiek zaś stoi, by znaku nikt nie ukradł. (zdjęcie)Steve Case, Obama supporter

„12 stóp od krawędzi drogi” – mówi James, kiedy pytam o przepisy w tym względzie. „żadnych znaków na ulicznych skrzynkach, lampach czy słupach. Na 50 banerów, które rozdam ludziom, 12 ginie z trawnika- mówi, pakując olbrzymi rulon wyborczego transparentu do samochodu. (zdjęcie)

Kradzież wyborczych znaków sięgnęła zenitu. Przepisy mówią, że kto kradnie znak wyborczy popełnia dwa przestępstwa (kradzież, wejście na teren prywatny)i gwałci prawo federalne (przeszkadzanie procesowi wyborów), działalność zagrożona nieraz karą $1000 dolarów i 6 miesięcy więzienia. W Oregon zmyślny wyborca sfrustrowany kradzieżami wyborczego transparentu Obamy, podpiął kamerę do internetu, wymierzył ją w podwórko i, jak mówi, ma już ludzi z Tajlandii czuwających nad demokracją w Ameryce.

James, McCain supporterHistoria Lubi Sie Powtarzać

„Drogi Panie Prezydencie. Piszę tylko, by powiedzieć, że już wszystko  jest w porządku. Człowiek, którego pan przysłał znalazł nasz dom bez trudu, poszliśmy z nim do banku i możemy spłacać pożyczkę na dom przez jakiś czas. Pamięta Pan, pisałem, że straciłem też już moje meble. Otóż Pana człowiek odzyskał je dla nas. Nigdy nie słyszałem o takim prezydencie.„

Taki list otrzymał Franklin Delano Roosevelt, 32 Prezydent Ameryki. Był rok 1932 i wybory odbywały się w mroku Wielkiej Depresji. Ludzie tracili domy, ¼ siły roboczej kraju była bez pracy. 1/3 banków zawiesiła działaność. Ludziom, których ogarnął strach, Roosevelt pwiedział, by bali się jedynie siebie. W wyborach obiecał im „Nowy Ład”, ulgi dla bezrobotnych i rolników, bilansowanie budżetu i koniec prohibicji. Wygrał miażdżaco we wszystkich (z wyjątkiem 6.) stanach. Demokraci przejęli Kongres. Rząd, który dotąd zajmował się ochroną praw człowieka, zaczął być „Dobrym Wujkiem.” Powstały instytucje państwowej interwencji w sektor prywatny z których kilka funkcjonuje do dzisiaj: SEC (Komisja Kontroli Giełdy), SSA (składki emerytalne), FDIC (ubezpieczenie lokat bankowych), Fannie Mae (domy dla ubogich).

Elections 2008Na dni przed wyborami prezydenckimi 2008, Ameryka Busha przypomina Amerykę sprzed Roosevelta. Wskaźniki niepopularności prezydenta sięgaja rekordu: 73%. Ponad 80% Amerykanoów uważa, że kraj idzie w złym kierunku. Ludzie tracą oszczędności, giełda na wstecznym biegu opadała momentami w tempie 100 pkt na minutę. 40 % wartości akcji wyparowało z giełdy (niemal $9 bilionów), $5 bilionów wyparowało z rynku nieruchomości. Ludzie boją się o swoje domy, majątek, przyszłość. Ankiety wykazują, iż w nadchodzących wyborach Demokraci z Obamą na czele, mogą odnieść zwycięstwo wyborcze na miarę FDR z 1932 roku. Tak, jak Ameryka chciała sie pozybyć Cartera w wyborach 1980, tak samo w 2008, Ameryka chce się pozbyć Busha i Republikanów. Tak jak w 1932 Roosevelt obiecywał Nowy Ład, tak w 2008 Barack Obama obiecuje redystrybucję bogactwa.

Election 2008 in BethlehemObamizm

„Chcę, żeby każdy miał szansę na sukces. Kiedy rozdajesz bogactwo dzieje się dobrze wszystkim.”- powiedział Obama Hydraulikowi Joe w Ohio.

Jestem wściekły! – w odpowiedzi krzyczał wyborca na wiecu McCaina – Jestem wściekły wcale nie na gospodarkę, a na socjalistów, którzy przejmują nasz kraj!” Gniew amerykańskiego ludu podjął natychmiast sztab McCaina:

„ W Europie przywódcy socjalistyczni(…)przynajmniej są szczerzy w zamierzeniach- mówił McCain w przemówieniu radiowym. „Podnoszenie podatków jednym, żeby dać czeki drugim, to kolejne rozdawnictwo rządu.”

Straight Talk ExpressEuropejskich imigrantów, którzy znają sowiecki komunizm i wschodnioeuropejski socjalizm, termin „socjalista” przeraża. Jednak dzisiejsza, młoda i kolorowa amerykańska ulica, nie zna socjalizmu w tamtej postaci i często utożsamia socjalizm z terminem socjalnej inżynierii (social engineering) używając tych dwóch, zgoła różnych terminów, wymiennie. Dzieci pokolenia Baby Boomers wchodzą dziś w pełne niepewności życie, którego bezpieczeństwo gwarantują kamienie węgielne Wielkiego Ładu Roosevelta z 32 roku: social security, plany emerytalne dla pracujących i rządowa Fannie Mae dające ubogim szanse na dom. „Inżynieria socjalna” jest dla nich stylem życia, kartą kredytowa opiekuńczego państwa w którym wszyscy mają po równo.

bethlehem-sept-2008-081.jpgTaka retoryka Obamy porywa młodych, liberalnych, zniechęconych wojną, czarnych i ubogich, dzieci licznego pokolenia Baby Boomers. Jak ich rodzice, dorastając w prospericie lat 50. nie znały trudów dorabiania się, tak teraz ich dzieci dorastające w Ameryce lat 90. nie nauczyły się przedsiębiorczości, żyjąc na kredyt w dekadzie rządowej interwencji w szkolnictwo, rynek nieruchomości i nieokiełznanych wydatków rządu. Republikanie załatwili się sami. Prezydent Bush był pierwszym republikańskim prezydentem od czasów Eisenhowera, który wygrał wybory nie obiecując obcięcia ani jednego rządowego programu. Od czasu objęcia urzędu przewodniczył największemu rozwojowi wydatków państwowych od czasów prezydenta Johnsona i jego Wielkiego Społeczeństwa lat 60. Wydatki wewnętrzne państwa zwiększyły się o 27%. Od czasu Zimnej Wojny, nigdy tylu ludzi w Ameryce nie pracowało na ciepłych, rządowych posadkach, co teraz. To Bush i Republikanie od czasu przejęcia kontroli nad Kongresem w 1994 roku, wystawili dzieciom Baby Boom Generation kartę kredytową na życie, zwiększajac w okresie 1994-2006, wydatki rządu z $1.9 bln do 2.7 bln.  Teraz jednak, tuż przed wyborami, karta się skończyła, kredyt się wyczerpał. Rząd probował jeszcze przesunąć konanie na okres po wyborach, wykupując upadające po kolei filary kapitalizmu, ale Cud Nad Potomakiem się nie spełnił. System rozleciał się wymagając największej interwencji państwowej w gospodarkę amerykańską od czasu Roosevelta. Dzieci Kwiaty dorosły i wyciągają rękę po więcej. Obama im to da.

Victory Center in Bethlehem, PARozmawiam o tym wszystkim  z Johnem Liggio, woluntariuszem sztabu wyborczego McCaina. John jest inwalidą, złamał kręgosłup walcząc jako ochroniarz ze złodziejami. (zdjecie 7) Ma siedmioro dzieci i żonę, która straciła pracę na Wall Street. Ciągle wierzy w American Dream. Nie będzie sięgać po darmowe miski. Z dumą pokazuje mi podpis Rudy’ego Gulianiego na swojej czapce. „Wierzę w przedsiębiorczość i  człowieka, któremu Bóg dał prawo do rozwoju i szczęścia zeń wynikającego. Na tym polega kapitalizm. Na tym polega Ameryka.”John Liggio

Zdjęcia:

Zrodlo:  www.MaxKolonko.comMax Kolonko w TVP2 2008photo:Błażej Sedzielski / ONS
Mariusz Max Kolonko – Producent telewizyjny, publicysta i dziennikarz. Wieloletni amerykański korespondent TVP. Od 20 lat mieszka i pracuje w Ameryce gdzie prowadzi telewizyjną firmę producencką. Gościł m.in. na antenie CNN i CBS i ABC jako ekspert od spraw polskoamerykańskich.  Autor książki Odkrywanie Ameryki i programu pod tym samym tytułem w TV4. Wiecej  www.maxkolonko.com

Topics: KOLONKO W NEWSWEEKU, POLITYKA ZAGRANICZNA USA, WYBORY W AMERYCE | No Comments »

Comments

Mariusz Max Kolonko Blog is proudly powered by WordPress
Entries (RSS) and Comments (RSS)